Litwik
Litwik.blog.interia.pl
Notki
2008-11-25 Miejsce
Od 20 listopada zastanawiam się nad miejscem, w którym osadziło mnie życie. Zostawiając na boku tezy , że oto nic nie dzieje się bez powodu itd. Jestem tu. 19 listopada, kiedy czekam na przyjazd Grzegorza prędzej w moim domu pojawiają sie [ przypadek] Halina z Jankiem. Postawa, nie wiedząc czemu nie zaskakuje, ba ośmiela poprosić, że oto nic nie upoważnia ich synowej do bezmyślnego opowiadania tego i owego. I znów nie dziwi zachowanie i postawa. Ktoś inny w takiej sytuacji, po takim zdarzeniu zadzwoniłby, zapytał, być może przeprosił, wyjaśnił. Poprostu cośby zrobił. Tyle padało zapewnień, deklaracji o zrozumieniu, o gotowości niesienia pomocy, opieki. 
                         Kiedyś miałam Kolsko. Miejsce gdzie znajdowałam bezpieczeństwo, wracałam do równowagi, znajdowałam sens, wsparcie, powietrze do oddychania i wodę do obmycia się. 
                                                           Zazwyczaj każdy ma miejsce , a raczej drzwi do których jeśli zapuka otoworzą się a w progu stanie ktoś kto serdecznie powita, nie bedzie pytał, gestem zaprosi, posadzi za stałem, postawi  filiżankę z herbatą, pogada. 
            Nie mam takiego miejsca, nie mam takich drzwi. Czy będę szukała? Już nie.
2008-09-17 Rodzina
Jak wiekszość ludzi pragnęłam żyć otoczoną tymi, których nazywamy członkami swojej rodziny. Taka grupa określa swoje priorytety, system wartości, szanuje i wspiera . Bywa, że dochodzi do konfliktu, ale od czego jest własnie ta rodzina jak nie łagodzenia takich sytuacji.
                                                                                                                                           Będą się zmieniać systemy polityczne i układy na świecie, moda i trendy. Rodzina pozostanie bezpieczną twierdzą.
                                                                                                                                                Mój dom, jak każdy inny, miał byc miejscem mojej prywatności, twierdzą wolną od chamstwa, przyjazny dla odwiedzająch, wspomagającym potrzebujących.
                                                                                    Dzwonek do drzwi. Policjant. Po chwili zwątpienie. Policjant czy milicjant a może ZOMO. Młody człowiek. Próbuję wyjaśnik na ile policja może nachodzić obywatela. A on : Pani to chyba za często chodzi do kościoła i za dużo słucha radia. Co Pani mysli,że policja obroni Pania w Austrii a może burmistrz pani pomoże?
                                                                                                                                Mam wrażenie ,że cała swoją osobą wypełnia wszystkie pomieszczenia mojego domu, że rozlał się jak jakaś wstrętna , brudna maź. Mam wrażenie, że jestem brudna i to jedyne miejsce na świecie, zdawolo mi się, że moje i  wolne od tego brudu zostało obrzucone błotem.
                                                                                       Nie jestem obywatelem Austrii a burmistrz rzeczywiście nie pomoże, ale jakoś nie mogę zaakceptować zachowania mojega Pana Dzielnicowego.
2008-09-12 66
Od godziny 13 w piątek do godziny 7 w poniedziałek mija 66 godzin.  Od grudnia do września  to ponad 2600 godzin. Czas przemysleń, próby odpowiedzi na dręczące latami pytania, zmaganie się z otaczajacą pustką, rozmowy z sobą, walka ze smutkiem ,z samą sobą.
                 Narasta  odrętwienie. Jestem i nie ma mnie.
              
2008-09-08 Zapłata
Jak trzeba czuć się mocno zobowiązanym aby włanse dziecko oddać w dowodzie wdzięczności? Jak mocno trzeba pragnąć dziecka aby o nie poprosić jego rodziców? Jak czuje się to dziecko wiedząc, że było formą płatności?  Zadajesz sobie pytanie czy oddałabyś własne dziecko. Wiesz, że nie i nie dlatego, że znasz smak tej zapłaty.
2008-08-29 Sierpień
Sierpnie obfitowały w wydarzenia. Stąd nazbierało się różnego rodzaju rocznic. Sierpniowe dni przywołują wspomnienia na różnych płaszczyznach i o różnym kolorycie w różnych sferach. Piękne i pełne zmagań schyłkowe dni sierpnia '2003, i ostatni list jaki napisałam do Mamy w tamtym sierpniu ,i ostatnia odpowiedź od niej pisana z trudem lewą reką z gubiącymi sie słowami z powodu tegoż leworęcznego spowolnienia.
                                                    Dzisiejsze sierpniowe dni to zmęczenie  bez marzeń, oczekiwań. Dni samotności i pustki. Zabrakło sił i chęci na zmagania się i przekonywanie. Nie warto i nie ma dla kogo.
          Świat zaczyna przybierać brązy i rdzę jesieni.
2008-08-26 Wędrówki
Wypadamy do Gorzowa. Pogoda marzenie. W cmentarnej alejce miło wita nas leciutki powiew waitru. Mówię:  Józek nas wita. Wiatr nasila się i przez moment nas głaska. Miłe uczucie.
Wracamy. W Choszcznie zatrzymujemy się i szukamy lokalu gdzie można by było wypic kawę. Bar SPOŁEM. Wchodzimy i czas cofa się o 30 lat. Nie rezygnujmey. Pijemy coś co , jak w tamtym czasie, nie jest nawet namiastką napoju podanego w nazwie.
                                                                                                                Lubię wędrówki i te w przestrzeni i te w czasie. Lubię słuchać co mówią inni . Wyjątek potwierdza regułę, a więc nie lubię mowy Waldka. Staram się słuchać ale w środku się gotuję. Dojrzały człowiek a  małolat. No, ale niech tam.
         Taki wypad jak choćby ten do miasta Gorzowa na moment wyciągają mnie z doła w którym się pogrążam.  W tym zmaganiu się ze sobą "wędruję" na Ziemię Lubuską. Tyle, że na dzień dzisiejszy te wycieczka nie daje skutku jaki osiągałam parę miesięcy wstecz. Przegram.
2008-08-13 Oczekiwanie
Długie, nieokreślone oczekiwanie. Za każdym razem kiedy się rozpoczyna jest trudne, smutne, cięzkie, coraz trudniejsze do udźwignięcia.
2008-07-30 Zwiastun
Piękne upalne lato. Słońce, bardzo wysokie temperatury w ciagu dnia. Przed północą delikatnie zaciaga chłodem. Nad ranem powietrze jest rzeźkie, czyste przepełnone bogactwem zapachów. Owe zapachy zwiastują nastepną porę roku. Wraz z tymi woniami wraca wspomnienie z wakacji. Smutek, że oto dobiegają końca, że przez dziesięć miesięcy nie zobaczę rodziców i rodzeństwa. Co roku czekałam na cud, miałam marzenie, że usłyszę zostajesz. Potem droga na dworzec kolejowy i całodzienna podróż.
2008-07-25 Margines
Mimo domowego aresztu czuję się wolna. Owszem, są chwile kiedy trudno wytrzymać . Szczególnie w sobotnie popołudnie i w niedziele, ale jakoś nad tym panuję. To z czym sobie nie radzę? Otóż nie radzę sobie z takimi dniami jak wczoraj. Biegiem do pracy. Powrót z pracy . Szybko wstawiam obiad i biegne się przebrać. Małżonek w tym czasie ucina sobie drzemkę. Pare minut po 14-tej obiad gotowy. Jeden zestaw obiadowy ląduje na stole [ w międzyczasie budzę małzonka] z drugim biegne na górę do cioci. Sama robię sobie kanapki w trakcie przygotowywania obiadu.Około 15.10 słyszę: jade na ryby.
          Danka wyszczyściła okna w pokoju i aneksie. Zmywam naczynia, piorę firany a potem je wieszam. Ból kregosłupa pali ogniem. Przed godz.22 powrót z ryb. 
                                                                                                                    Rano na ławie pełna popielniczka petów, a w zlewozmywaku naczynia do pozmywania.
                                                                                             Biegiem do pracy.
2008-07-18 Kawa
Smak kawy bywa różny. Zależy od pory dnia, od tego kto towarzyszy nam przy stole i jeszce od wielu róznych okoliczności.
                                                Kawa pita w grudniu miała mieć smak cynamonu i wanili a w pokoju miał snuć się zapach jodły.  Był zapach wanili i cynamonu i woń jodły i gdzieś tam kawa ale nie wg wymarzonej receptury.
                                          Jest lipiec. Inne zapachy. Jest ten lipiec deszczowy . Kawa co prawda ma być pita w sierpniowy dzień na tarasie. Dzień też prawdopodobnie będzie deszczowy. 
                                                                                                                                             Serwisu do kawy z kolekcji Villa Italia nie udało mi się zakupić. Może go kupię dopiero przy okazji wręczenia nagrody... Gdzie to ją wręczają?  Nie ważne jaka  stolica. W każdym bądź razie gdzieś na północy. 
                                                                                                                                                      Póki co wypijemy kawę w tym czym mam. Będę piła i słuchała. Słuchała. Niech czas sobie płynie, niech nawet leci, goni, znika. Przez mój dom będzie musiał przejść i kawy ze stołu nie zmiecie i tej chwili nie zabierze. Potem będą mijały dni takie jak ten dzisiejszy.

<< Styczeń 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
Księga gości
 
O mnie
Litwik
Słówko o mnie
Zobacz mój profil
Zobacz serwisy INTERIA.PL